Klient rzadko potrafi powiedzieć, jaka muzyka grała w lokalu, w którym właśnie zostawił dwieście złotych. I to jest w tym wszystkim najciekawsze: dźwięk działa najskuteczniej wtedy, gdy nikt nie zwraca na niego uwagi. Naukowcy dokumentują ten mechanizm od lat 80. Wnioski są na tyle konkretne, że szkoda z nich nie korzystać.
Wolniejsza muzyka, większe rachunki
Klasyka gatunku: badanie Ronalda Millimana z 1982 roku. W restauracjach porównywano zachowanie gości przy szybkiej i wolnej muzyce. Przy wolnej klienci jedli spokojniej, siedzieli dłużej i (tu robi się ciekawie) obroty baru wzrosły o 41%. Nikt im niczego nie dosprzedawał. Po prostu nikt ich nie poganiał, więc zamawiali kolejny kieliszek.
Wniosek praktyczny jest dwustronny: wieczorem, gdy zależy Ci na wartości rachunku, zwalniasz tempo (60–70 BPM). W szczycie lunchowym, gdy liczy się rotacja stolików, lekko przyspieszasz (75–85 BPM).





